piątek, 4 listopada 2011
Uderzenie piórkiem II
Wilk to zwierzę nieprzyjemne
Nikt z nim nie chce trzymać sztamy
Albo zdzieli kogoś w ciemię
/Kto jest szybki ten wygrany/
Albo kłapnie kłami w zadek
/To tragiczny jest wypadek/
Z wilkiem łatwo pałę przegiąć
Wtedy sprawa jest w kolegium
Każde zwierzę w ciemnym borze
Go unika jeśli może
Wilcy też przyjaciół pragną
Niekoniecznie spośród jagniąt
Może to być choćby hiena
Może to być skunks lub żmija
Nie za wielka żadna cena
By opłacić taka przyjaźń
Tak to dzisiaj jest w narodzie
Każdy zwierz o samochodzie
Marzy i telewizorze
Czarno białym lub w kolorze
Znika życie towarzyskie
W ekran patrzy się zwierz wszystek
Gdy nadejdzie wieczór ciemny
Oglądają wszystkie dziennik
Albo inną dyskusyję
Jak się w lesie dobrze żyje
Wilcy myślą intensywnie
O czym myślą kto z was czy wie
Myślą o tym oczywiście
Jakby w łaski zwierząt wgryźć się
Wpadły na tę myśl obłudną
Opanować TV studio
Użyć chcą powierzchnię srebrną
Do swych celów niecnych chytrych
Może uda im się przebrnąć
Do dusz zwierząt przez ten wytrych
Wilka jest rozpoznać łatwo
Jego mowa szyta dratwą
Trzeba stawić przed kamerę
Podstawionych zwierząt szereg
Niechaj głoszą racje wilcze
One same wolą milczeć
A do tej kolaboracji
Znajdą ludzi w każdej nacji
Jedni bowiem z tego bractwa
Mają skłonność do matactwa
Innych forsa zaś urzeka
Wejdą za nią w wilcze piekła
A na przykład wszelcy tchórze
Zaśpiewają w każdym chórze
Jeszcze inni choćby krety
Nie przestają ryć niestety
Ryją grunta w imię wilcze
Za co ryją o tym zmilczę
Wiele zwierząt dołki kopie
Może i pod tobą chłopie
Patrzą wszystkie się zwierzęta
Kto się po ekranie pęta
Jakie i m mądrości wciska
Jakie głosi teoryje
Patrzą dziwią się ludziska
Kto się za tym wszystkim kryje
A z ekranu słowa płyną
Waszą zwierząt to jest wina
Wam się nie chce wy nieroby
Przez was dojdziem do chudoby
Trzeba ufać władzom wilczym
Całe przedsiębiorstwo leśne
Dobrą droga poprowadzą
Już zwierzęta widzą we śnie
Jakie idzie prosperity
Wilcy sprawią te specjały
Jeno im nie szczędźcie chwały
Wilk stosuje różne chwyty
By stumanić świat zwierzęcy
Albo straszy przyjdą niemcy
Albo straszy bracia grożą
Zaraz będą tu z obrożą
Więc kochajcie władzę wilczą
Może zła jest lecz tubylcza
Wilk miłości za to pragnie
Dajcie mu też czasem jagnię
On jest skromny niewybredny
Sam nie weźmie sztuki jednej
Patrzą wszystkie się zwierzęta
Kto się po ekranie pęta
Pierwsze skrzypce gra kłapouch
Uszy sterczą mu zza stołu
Mowa jego niby ośla
W duszy wilcze ma wyrośla
Drugi żuk w swej mowie wredny
Traci po niej w chwili jednej
Całą żuczą swa sympatię
Żuczkiem był a teraz gad jest
Inny w uniformie jaszczur
Wilcze sprawki wielbi paszczą
A kto z takim się nie zgadza
Tego w kątach porozsadza
Lecz zwierzęta wszystkie wiedzą
Że mu płaca ci za miedzą
Pewien ptaszek kos czy wróbel
Chwalił wilki swoim dzióbem
Bez nazwiska pewien Zwierz
Chwałę wilków głosił też
Pewna rybka choć bezgłosa
Wilki wznosi pod niebiosa
A najwięcej w głowach mąci
Pewien informacji kącik
Kącik ten prowadzą psiaki
O karnacji różnorakiej
Była też tam pewna psica
Już fryzurą nie zachwyca
Swądem siała naokoło
Ktoś nie zdzierżył ściął do goła
Wszystkich podstawionych osób
Jest wymienić tu nie sposób
Na wspomnienie tych agentów
Psuje nam się spokój święty
Nie pomogą tacy swaci
Nic z miłości do psubraci
D y s p u t a n i e n o w a
Dysputę wiedli fotel w złoceniach
Z postury skromnej zydlem
Sam powiedz zydlu kto w większej cenie
Ja w glorii żyję twoje obrzydłe
Mnie czas upływa w gabinetach
Wykwintne w koło towarzystwo
Twoim siedliskiem izba szpetna
Chłop cię ugniata siedząc na miską
Dyplomatyczne znam tajniki
Kto za co komu się sprzedał
Ty wiadomości nie masz znikąd
Ze swym robolem klepiesz biedę
O mnie się boje zaciete toczą
Ilu mam zobacz podrywaczy
A kto do ciebie puści oczko
\ Raczej kopniaka w siedzenie da ci
Darzy dozgonną mnie miłością
Kto aktualnie mnie dosiada
Ciebie chowają ze wstydem przed gościem
Bo ty nie jesteś od parady
Słuszność masz rzecze na to zydel
Coraz to służysz różnym panom
Lecz taką rolą ja sie brzydzę
Tyś pośród siedzeń kur...tyzaną
Do swych poręczy masz konkurentów
Coraz kto inny cię zniewala
Odrzucam funkcję taką ze wstrętem
Wiernością memu panu się chwalę
Czas ci upływa pośród przepychu
Lecz żywot twój całkiem próżniaczy
Ja mam za braci sprzęty liche
Mam zaszczyt za to służyć pracy
Gdy się pod tyłek podsuniesz usłużnie
Ty wiesz kto co przefrymarczył
Ja za to cenę znam ciężkiej służby
I wiem jak tamtymi się gardzi
Może niewielka moja rola
Do pieszczot mnie nie zbili z desek
Ja ludziom pracy służyć wolę
Jam dla nich fotel jest królewski
Na mnie siedzący ciebie rzezali
Oni cię mogą odsunąć spod siedzeń
A wtedy zydel wystąpi w gali
I ci co na zydlach się biedzą
Przedsiębiorstwo "Koci Pazur"
Gdy nadejdzie zimna jesień
Myszkom z pól do ludzi chce si
Pełne ich piwnice strychy
Każda znajdzie kącik cichy
Pewna piękna pani domu
Chce na myszki znaleźć zomo
Czyta artykułu w prasie
Czy wytępic myszy da się
Znajdzie w końcu ogłoszenie
Myszy łowi na zlecenie
Przedsiębiorstwo "Koci Pazur"
Przyjdź załatwi cię od razu
Pani nasza się ucieszy
Już do przedsiębiorstwa spieszy
Idzie wprost do sekretarki
Proszę kota przedniej marki
Proszę pani jest przeszkoda
Mamy już za dużo podań
Podań mamy kilkadziesiąt
Pani przyjdzie tu za miesiąc
Co tu robić znajomości
Całą sprawę to uprości
Zna kocura emeryta
Może on się na co przyda
On w zakładzie ma stosunki
Radę daje kot emeryt
Tu potrzebne mocne trunki
Daj mi pani na literek
A załatwię przez kieliszek
Przyślę mistrza choćby dzisiaj
Czeka pani dzień i drugi
Nikt nie przyszedł na posługi
Czeka jeden drugi tydzień
Kiedy koci majster przyjdzie
Wreszcie wnosi reklamację
Wprost do dyrektora dzwoni
Niech ktoś połów myszy zacznie
Czy już zapomnieli o niej
Kiedy przyjdzie koci łowczy
Szef zdobywa się na dowcip
Jest uprzejmy i w słuchawce
Jest do usług tak jak zawsze
Szef to kulturalny człowiek
Więc dyskretnie jej podpowie
Gdy popełnia małe grzeszki
Majstra przysłać nie omieszka
Pani w wielkiej jest obawie
Myszy dom już zjadły prawie
Zjadły lisa zjadły futro
Kocur przyjść tu musi jutro
Pani w wielkiej jest rozterce
Nie pomaga pełen portfel
Przyjdzie z szefem stracić serce
Pani obmyśliła fortel
Niech szef koci ma złudzenia
A po łowach do widzenia
Kolacyjka jest przy świecach
Pani władcy coś obieca
Dnia drugiego po spotkanku
Zjawił mistrz się o poranku
Złożył w kącie swe klamoty
Które w łowach służą kotom
Zanim zacznie obowiązki
Coś wyłudzi dla przekąski
Potem idzie na lustrację
Pewnie łowy zaraz zacznie
Ale co to na przeciwko
Dostać można kocie piwko
A że majstra coś tam suszy
Poszedł swe cierpienie głuszyć
Zjawił się pod koniec dniówki
Pani robi mu wymówki
Gdzie są pańskie mysie żniwa
Żachnął się nasz myśliweczek
Czasu dużo mamy przecie
Niech zrozumie praca trudna
Trzeba wzmocnić się troszeczkę
Jutro zacznie od południa
Nawet się zachował grzecznie
Aż na drugi dzień wieczorkiem
Zjawił znowu się z swym workiem
Najpierw uciął sobie spanko
Czas ma przecież do poranka
Kiedy pośpi majster koci
Z myszy domek ogołoci
Wreszcie całkiem o północy
Ruszył w bój harcownik koci
Jest w żywiole pan majsterek
Trupem kładzie myszy szereg
Potem chrupie sobie ciałka
Bądź w całości bądź w kawałkach
Miał libacje kotek tłustą
Po niej smacznie sobie usnął
Ale co to
Kiedy ranne wstaną zorze
Widzi pani mysz w komorze
Widzi w kuchni i na strychu
To nie kot to jakieś licho
Niech pan zda mi sprawozdanie
Co za majster z pana panie
Miał mi pan wyłapać myszy
Pani w złości ledwo dyszy
Tu kocisko daje papier
Gdzie wyraźne jest zleconko
Tyle myszy kot nałapie
' Ile zmieści się w żołądku
To zadanie spełnił gładko
Wina w tym że myszy nadto
Ale...
Wszystkie myszy chętnie zatnie
Tyle tylko że... prywatnie
On ma żonę on ma dziatki
One także mają brzuchy
Kot nasz skory jest do fuchy
Gdy mu nie poskąpią datku
Pani domu rad nie rada
Kotu w wór łapówkę wkłada
Mistrz wyjmuje swe narzędzie
Aż do skutku łowił będzie
Co się teraz dziać zaczęło
Pani mowę aż odjęło
W pół godziny zgryzł gryzonie
Nastał myszek świata koniec
Dnia pewnego po południu
W listopadzie czy też w grudniu
Z instytucji "Koci Pazur"
Przyszły pocztą jakieś pisma
Pani domu wie od razu
Że zapłatę trzeba wysłać
Za zjedzone mysie danie
Pół kolacje pół śniadanie
Co zawiera ten rachunek
Kilo skórek od kiełbasek
Kostki z kury na okrasę
Musi być też jakiś trunek
Muszą być ze smalcu skwarki
I coś z ryby dobrej marki
Jeszcze narzut i podatek
Dla samotnych składka matek
Pani oburzona wielce
Ma pomysły wprost wisielcze
Chociaż późna jest już pora
Dzwonić chce do dyrektora
Jak go dorwie nosa utrze
To co myśli mu wypali
Dzisiaj jutro i pojutrze
Pan dyrektor jest w centrali
Minie jakieś pół tygodnia
W pracy jest dyrektor zbrodniarz
Halo halo szef "Pazura"
Mam do pana wielki uraz
Tamten zdobył się na dowcip
Jest uprzejmy i w słuchawce
Jest do usług tak jak zawsze
Moja pani moja pani
Mam uznanie pełne dla niej
Lecz niech pani to rozważy
Ja mam czterech sekretarzy
Są zastępcy i kadrowcy
Z czego mają żyć ci chłopcy
Jest księgowa stróż mechanik
Ktoś zarobić musi na nich
Magazynier konserwator
Portier goniec i sprzątaczka
Ja nic nie poradzę na to
Że chce jeść ta cała paczka
Powiem pani całkiem szczerze
Mnie się także coś należy
Trzeba także do centrali
Odpowiednią część odpalić
Tam pracują zasłużeni
Oni świat nasz chcą odmienić
Tutaj pies jest pogrzebany
Klient prawie przekonany
Za zasługi kota mistrza
Całą stawkę dań uiszcza
Na tym się opowieść kończy
Macie myszki no to dzwońcie
Do dyrekcji "Koci Pazur"
Zbiegną na sam dźwięk od razu
Gdzie pieprz rośnie myszki wszystkie
"Koci Pazur" zrobi czystkę
Gdyby dzisiaj żył nasz Popiel
Minął by go los okropny
K t o m i e s z k a w w i l k u
Wilk prawda znana wielu
Mieszkaniem jest biesa
To jest rozbój mu przymiotem
A i lisią chytrość gdy trza to wykrzesa
Wilków naszły dni grozy
Brać leśna za ich grzeszki
Szykuje powrozy
Wiedzą zwierzęce nacje
Zabraknie wilczych przeszkód
' Zbudują demokrację
Lisy tu cugle wodzą
Bo lis człek jest bystry
Z wilków las oswobodzą
Wilcze przytnie kły się
Kagańce na pyski
Żyj o wspólnej misie
Wilcy nie bici w ciemię
Lisim wiedzeni węchem
Niewolą leśne plemię
Wilcze paszcze w robocie
W robocie wilcze pięchy
Czort ma z nich wiele pociech
Gdzie się podziały lisy
Z lisią swą smykałą
Jedzą z więziennej misy
Gorzka to jest piguła
Przełknąć nam ją całą
Zawiodła lisia reguła
Aliści dnia pewnego
Wilcy do rozmów kłonią
Lisa autentycznego
Będziemy się godzili
Podamy se dłonie
Zgoda od tej chwili
I tego niuchy zwiodły
Wilk zszywa argumenta
Toczy się proces podły
Morał z tej bajki taki
Wilk tu szczwanym lisem
A Lis naiwniakiem
Po takim doświadczeniu
Przestań Lisie być świętym
Przywróć chytrości cenę
Przestroga jeszcze taka
Gdy zwiodły lisie zmysły
Wilk mieszkaniem kacapa
D ą b a s p r a w a p o l s k a
Dąb który szumiał tysięcznym listowiem
Nie skąpił nikomu swoich dobroci
Od deszczu chronił gdy się schował człowiek
I korą swoją ratował w chorobie
Wiatr tu hamował swój porywczy powiew
I ptacy mieli z dębu ze sto pociech
Sowie dał w dziupli zakwaterowanie
Dzięcioł przyfrunął tutaj na śniadanie
A gniazd co było wśród gałęzi ptasich
Swoim owocem karmił stado dzicze
I pod tym dębem kochał Marcin Kasię
Wszystkich dobroci dębu nie wyliczę
Razu pewnego patrzy dąb a co to
To na gałązce ktoś przysiadł się nocą
Skromne stworzonko uśmiech ma przyjazny
Będę ci służył dębie cała mocą
Będzie nam życie obu płynąć raźniej
Obaj korzyści wyniesiem z tej spółki
Taką przemową kokietuje ziółko
I tak rozrosła się na dębu szczycie
Zielona kula wodzi rej wśród liści
Ptaszęta wszystkie chwalą ją w zachwycie
Zielenią swoja nawet w zimie błyszczy
Dąb co gościnę dał jemiole skromnej
W swojej dobroci soków nie wypomni
Zdrowy i tęgi dąb o to nie stoi
Że się roślinka jego sokiem poi
Lata mijają dąb nam coś słabuje
Tu coś go strzyka tam go coś zakuje
Tu grzyb wyrasta tu się konar łamie
Dąb prosi braci dajcie na mszę za mnie
Proście doktora coś poradzi niechaj
Za jakie cierpię ja niebogi grzechy
Na to wezwanie przyszybował orzeł
I po zbadaniu stawia diagnozę
Spójrz tylko dębie co na grzbiecie dźwigasz
Wszak twa korona cała jest spowita
W kożuch z gałązek cnego pasożyta
Ty już nie dębem jesteś lecz dziadygą
Od razu trzeba było strącić gada
Gdy po raz pierwszy wśród gałązek siadał
Teraz za późno na dobrą kurację
Przyszła na ciebie dziś śmiertelna bida
Przyjdzie ci zginąć tak jak giną nacje
Gdy się nie w porę wolnią z pasożyta
A co z jemioła ta się wciąż rozrasta
Niepomna na to że dąb ledwo dycha
Wreszcie wśród wichru przyszła na dąb krycha
Padł martwy a z nim pasożytów kasta
Dla dębu taki płynie z tego morał
Gdy się nie w porę z intruzem uporasz
Nad twoim grobem zaśpiewają chorał
I dla jemioły znajdzie się przymówka
Gdy cie juz karmi pilnuj dębu zdrówka
Chuciom swym wodze przykróć jest okazja
Bo dąb udusisz ja nas biurżuazja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz