sobota, 29 października 2011
U d e r z e n i e p i ó r k i e m IV
S m u t n a h i s t o r i a k o m a r a
On szczęśliwy kiedy kłuje
A nie czyni tego cicho
Więc go każdy prześladuje
W lwie choć stary jest i kwęka
Resztki życia jeszcze drzemią
Do swych usług ma zastępy
Które mu ochronę pewnią
Jedni bronią lwa przed muchą
Inni jadło w pysk podetkną
Tamci donos szepczą w ucho
Wszyscy pełnią rolę szpetną
Na skinienie lwa umrzyka
Wypełzają w zwartych szykach
Widzi komar lew kaleka
I z atakiem swym nie zwleka
W nos celuje swoją ssawką
Krwi utoczy pełna dawkę
Serce zemstą też nasyci
Bo się komar lwami brzydzi
Bzykiem atak śmiałek zdradza
Już na posterunku władza
Jeden cios i komar miazga
W taki sposób zginął mazgaj
Natrzyj cicho i znienacka
Zomo cię ominie packa
M r ó w k o j a d i m r ó w k i
Z pracy mrówek
Żył półgłówek
Żył mrówkojad
Co nie dojadł
Duży ozór miął ten gad
On by pożarł cały świat
To daleko to znów blisko
Sięga gdzie ludne mrowiska
Czasem połknie gniazdo mrówcze
Lub zniewoli tu i ówdzie
Potem z mrówek tych korzysta
Wszystkie soki z nich wysysa
Tak są mrówki bite w ciemię
Że im żyć jest nieprzyjemnie
Mrówki z faktem się nie godzą
Rade by rozwalić jada
Byłaby to wielka frajda
Czy się kiedy oswobodzą
Te próbują tego wiosną
Te próbują tego w sierpień
Mrówkojada to poniosło
Mnóstwo im zgotował cierpień
Bo się mrówki nie chcą zdobyć
Aby jada wspólnie dobić
Mogą tylko się natrząsać
Bajki pisać w język kąsać
Gad w mrowiskach ma swój serwis
Co zniewala je bez przerwy
Dla tej mrówczej jadokracji
Gada zawsze będzie racja
Oto on gdy język ciska
Łyka jakiś cały...nistan
Znajdą mrówcze się kwislingi
Które piją z jadem drinki
Kiedyś ginie gad zapewniam
Gdy mu własne zjedzą trzewia
Jego własne wnętrza mrówcze
Pacierz raz za niego zmówcie
W i l k b a b c i ą
Zna ją dziecko w każdym kraju
Jest w tym bajka tz zabawna
Że w niej babcie wilk udaje
W życiu też takie przypadki
Wilk chce babcią być lub dziadkiem
Wilki rządząc pośród zwierząt
Wprowadziły straszny nierząd
W swych decyzjach się nie liczą
Z populacją sarnią dzicza
Ani z żadnym leśnym ptactwem
Z owadami i robactwem
Na uwadze mają tylko
By się dobrze działo wilkom
Sposób rządów bardzo stary
To prywata woluntaryzm
A wśród zwierząt bunt narasta
Wsie buntują się i miasta
Władza wilcza stawia opór
Trzeba jej przykładać topór
Wtedy do układów skłonna
Śluby podpisuje święte
Miłość będzie jej dozgonna
Wnieść chce prawo w świat zwierzęcy
Wilki dobra wszystkich pragną
Uzupełnią wszystkie manka
Głosy maja prawie jagniąt
Wygląd maja wprost baranka
Wilcy w takich są przypadkach
W sukni babci w bluzie dziadka
Jak to bywa w bajkach Grimma
Wilk w przebraniu nie wytrzymał
Postać babci już mu zbrzydła
Wyszły z worka wilcze szydła
Poszły w ruch pazury szczęki
Wszystko ginie co pod ręką
Bo naiwne są kapturki
I przetrzepał wilk im skórki
On przebiera się za babcie
Już to w bajce już to wżyciu
Co wiersz ten wykazał w trakcie
Cała rzecz w szybkim wykryciu
C o s i ę s t a ł o w p e w n e j p a s i e c e
Jest wiadomo to od wieków
W ulach władzą pszczół królowe
Ja zaś pewną znam pasiekę
W której pszczołom zaszło w głowę
Z tronów mości znieść królewskie
Władz królowych one nie chcą
Na ich miejsca na ich miejsca
Posłuchajcie
Wzięły sobie sekretarzy
Choć powtórzeń nie ma w bajce
Jeszcze raz wam o powtarzam
Wzięły sobie sekretarzy
Nowe się zaczęły rządy
Ma sekretarz swe poglądy
Przede wszystkim
Robi czystki
A w ogóle
Wszystkie ule
Mają wdrażać nowy system
Taki rozkaz sekretarza
Który stoi nade wszystkim
Czego władzy brak wiadomo
Partię trzeba mieć i zomo
Trudno rządzić bez podpory
Truteń do współpracy skory
Sekretarze z partią trutni
W swoich rządach są okrutni
Ród się trutni wciąż rozrasta
Nie pracuje ona kasta
Truteń za to wielki smakosz
Żyje taki pszczoły na koszt
Co się działo w tej pasiece
To się nawet wierzyć nie chce
Miód się stawał całkiem gorzki
Pszczołom wydzielano troszkę
Plastrów do hodowli młodzi
Wytwarzanie nie wychodzi
Mleczko pszczele nic nie warte
Bez leczniczych właściwości
Pszczółki więc padają martwe
Tęsknią do królowych mości
Z tego wyszła taka gratka
Że się chyli do upadku
Ul po ulu
Pełen bólu
Pszczółki doszły więc do wniosku
Trutni przegnać precz po prostu
Także sekretarzy kaszta
Niechaj pójdzie se do diaska
Radzi im bajkopis jeden
Trzeba wrócić do królewien
Lecz są pszczółki w wielkiej kropce
A jak przyjdą siły obce
Gdy się wahasz pszczoło długo
Nadal będziesz trutni sługą
M u c h a k o l a b o r a n t k a
W stajni u powały
Osiadł pająk okazały
Stwora ta obrzydła
Nastawiła musze sidła
Mucha jest ostrożna
Wie że zbliżać się nie można
Wpadnie w lepkie wnyki
Nie pomogą prośby krzyki
Mucha spała w kącie
Pająk budzi mucho broń się
Teraz widzi wpadkę
Pająk utkał nad nią siatkę
Mucha cała w drgawkach
Jest na szali wielka stawka
Pająk ma ja w rekach
Mucha przed pająkiem klęka
Zamiast stać okoniem
Bo i muchy maja bronie
Trwogę ma zająca
Pająk taką mowę wtrąca
Chętnie cię wypuszczę
Będziesz śledzić muszą tłuszczę
Będziesz składać co noc
W moim biurze tajny donos
Zgadza się niegodnie
Bo ma strachu pełne spodnie
Mamy więć owada
Co pająkom się spowiada
Widzisz wścibską muchę
Wiedz to pająk dał jej fuchę
Mucho jesteś mątwą
Trzeba cię obłożyć klątwą
H o r r o r w ś w i e c i e p t a s i m
Prawie jak bracia z sokołem kondor
Różne profesje wspólne poglądy
Różne obszary ich żerowiskiem
Bezkonfliktowo mogliby istnieć
A jeśli nawet jest sporny murek
Spór niech rozstrzygnie orzeł i nurek
Kondor jest wiedzion chucią tajemną
Jakieś pretensje mu w duszy drzemią
Za poduszczeniem ptasiego czarta
Nagle się kondor zamienia w charta
Już się z sokołem za bary biorą
W świecie się ptasim gotuje horror
Co tu jest grane kto zje pieczyste
Już się zalatują ptaszęta wszystkie
W kibicowaniu stawią się kołem
Te za kondorem te za sokołem
Już lecą pióra walka jest w toku
Zwycięży kondor czy może sokół
Lecz co to w dali jakieś ptaszysko
Już coraz bliżej już całkiem blisko
Spada z wysoka zjada pisklęta
Miał sokół gniazdo ma teraz cmentarz
Do innych ptasząt intruz się dorwał
Aż wyszła z tego ogólna kobra
W końcu kondora zmógł gdy ten zipał
Taki mu z walki wyszedł niewypał
Jastrząb północny ptasi mefisto
Najpierw sokoła kondorem poszczuł
Potem ich obu ograł na czysto
Całkiem podobnie jak u ludzkości
Z a p ł a t s m o k a
Żubr zwierzak to był tęgi
Ale między smoki mieszkał
Które sprawić chcą mu cięgi
P pomoc więc prosi koleżków
Wpierw przyrzekli a potem udali
Gdy żubra smoków cios powali
Taki zwyczaj smoczy stary
Kolejne łyka ofiary
Czas przyszedł na przyjaciół żubra
Razi ich smoczy psubrat
Obaj się potem smocy spięli
Wróg mego wroga przyjacielem
Żubry co jeszcze nie przeżyli kaźni
Z diabłem są skłonne do przyjaźni
Jednemu smoku dają wsparcie
Niechaj pomaga powalić drugiego
W nagrodę za to dadzą na pożarcie
Słabszych kolegów
Jeden smok pobit
I odcięte łby ma
Drugi ledwo bokiem robi
Zdobycz w paszczy trzyma
Wnet wyliże z ran się
Ślepiem w koło błyska
I w smoczym jest transie
Przychodzi kryzka
Na tych co sprzedali
Kolegów z dali
Smok zieje i grozi
Szyję wyciąga
Do przedproży
Żubrom urąga
Nakarmiłeś żubrze smoka ciałem braci
Teraz twoja kolej smok zapłatę da ci
D r a m a t w s a d z i e
Miał gospodarz piękny sad
Owocował mu dorodnie
Bo na straży stał tam dziad
Co przepędzał szpaki głodne
Odzian on był w piękny strój
Szal kapelusz i kapotę
Gotów był pójść w każdy bój
Służbę pełnił swą z ochotą
Bronią jego długa żerdź
Nieraz ją w ataku składał
Mógł nią zadać nawet śmierć
Taka była rola dziada
Chwalił sobie pracę strach
Bo gospodarz dbał o niego
Lepiej nie miał nawet w snach
Był mu prawie jak kolega
W cieple spędzał pory zim
Miał na strychu cud mieszkanie
Wiosna chłop się witał z nim
Leczył łatał mu ubrani
Tak się wiła życia nić
Dziada jak i gospodarza
Mogło by tak stale być
Owoc ludziom to przysparza
Przyszedł jednak taki czas
Że zabrano chłopom sady
Maja być własnością mas
Na decyzje nie ma rady
W sadzie zaszło wiele zmian
Już biurowiec zbudowano
Pracowników cały klan
Spieszy doń codziennie rano
Jest dyrektor goniec stróż
Sekretarka i kadrowiec
Chcesz pracować prośbę złóż
Potem czekaj na odpowiedź
Długo czeka się na zew
Padł na stracha strach już blady
To ustawom przecież wbrew
Tej pozbawiać go posady
Wreszcie dali dziadu znać
] Nie przyjmują żadnych strachów
Co za czasy jego mać
Trzeba pewnie pójść do piachu
Od tej pory jakiś dziw
Rok po roku dział się w sadzie
Coraz mniej się rodzi śliw
Może kto tu coś poradzi
Debatują w czym jest rzecz
Profesory i docenci
Każdy chciałby rację mieć
Lecz ma tylko dobre chęci
Bieda tam gdzie mógł być raj
Tajemnicę wszyscy znacie
Mogli zostać owi dwaj
Chłop i dziad na swym etacie
A k u k u
Jak ów mąż któremu owoc
W łeb przysolił zdrowo
Myśl prowadził tak ty prowadź
Słowo ma dwojaką postać
Zakończ dyskretnie początki
W pierwszym przedziale poszukaj wątku
Na początku są dwa początki
To już wszystko
Poszukaj nazwisko
Wynalazek zrobisz celny
Kiedy stracisz czas w czytelni
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz